#13 Życie z plastikiem – jak mądrze go ograniczać

by Ola Olsson

Coraz więcej osób wprowadza zmiany, by ograniczyć plastik. Dziś pokażę Wam, że ograniczenie tworzyw sztucznych ma sens. Że można w ten sposób zadbać nie tylko o środowisko, ale też o zdrowie.

Zdjęcie: Atish Sewmangel z serwisu Unsplash

Życie z plastikiem – zapis odcinka

Bajkowy bohater Shrek twierdził, że ogry są jak cebula – mają warstwy. Podobnie warstwy ma temat plastiku:

  • najpierw widzimy główną warstwę, czyli fakt, że plastik jest wygodny, lekki i łatwy w użyciu. No pozornie same plusy, ale…
  • potem dostrzegamy drugą warstwę – jest go strasznie dużo na świecie i otacza nas ogrom plastikowych śmieci,
  • trzecia warstwa, to temat mikroplastiku, np. tego, który nie powinien, a jest znajdowany w rybach, który my potem sami zjadamy z pysznym sushi.

Coraz więcej osób wprowadza zmiany, by ten plastik ograniczyć. Wielu z nas może mieć w ogóle wątpliwości, czy jest to gra warta świeczki. Dziś pokażę Wam, że ograniczenie używania tworzyw sztucznych ma sens, że można w ten sposób zadbać nie tylko o środowisko, ale też o własne zdrowie.

A ja nazywam się Ola Olsson i właśnie o tym opowiem Wam w trzynastym odcinku podcastu „Mówię jak zdrowo” – miejscu, w którym usłyszycie inspirujące rozwiązania, by żyć smaczniej, zdrowiej i po prostu przyjemniej.

Co z tym plastikiem?

Temat, o którym dziś opowiem jest dość nowy i w świecie naukowym i w mediach dopiero zaczyna się o nim mówić. Być może pomyślicie teraz, że to kolejna ważna rzecz, a jest ich już tyle, że ciężko się połapać w tym co naprawdę istotne. Też tak miałam i znam to uczucie takiej rezygnacji czy wątpliwości. Nie jest to temat łatwy i przyjemny, natomiast problem, który dziś poruszymy naprawdę istnieje. Co jeszcze ważniejsze, możemy coś z tym zrobić i o tym właśnie jest dzisiejszy odcinek. Ale na początku opowiem Wam, jak sytuacja wszechobecnego plastiku wygląda z mojej perspektywy, czyli z perspektywy młodego naukowca.

Zacznijmy od tego…

Jak, jako dietetyk, zaczęłam się interesować tworzywami sztucznymi

No więc dawno, dawno temu, czyli w 2013 roku, byłam studentką IV roku i nie wiedziałem nic o tym, jakie związki są w plastiku i jak na nas działają. Nie miałam zielonego pojęcia na ten temat. Na toksykologii dostałam zadanie, żeby przygotowywać prezentację o bisfenolu A. I jak przygotowywałam się do tej prezentacji, to dowiedziałam się, że bisfenol A to związek chemiczny, który masowo produkowany jest od lat siedemdziesiątych i używany do produkcji plastiku.

No okej, jakoś przecież ten plastik musi powstawać, więc póki co, nic nietypowego. Ale po chwili przeczytałam coś, co mnie zaskoczyło. Moją konsternację wzbudziła historia awarii fabryki w Azji, kiedy to do rzeki dostała się duża ilość bisfenolu A. Po tej awarii przebadano populację ryb w pobliskiej rzece i okazało się, że po kontakcie z bisfenolem A diametralnie wzrosła liczba osobników żeńskich. Zapamiętajcie te rybki, bo jeszcze do nich wrócimy.

I na początku cały temat bisfenolu A był dla mnie bardziej ciekawostką. Bo problem zanieczyszczenia środowiska i zmian w otoczeniu zwierząt wydawał mi się bardziej odległy, taki niewidzialny.

Ale szybko pojawił się aspekt ludzki: że ta substancja, która okazała się mieć duży wpływ na ryby, jest też w wielu produktach, z którymi ja sama miałam codzienny kontakt: bo bisfenol A jest m.in. w puszkach, w butelkach, dystrybutorach wody i paragonach.

Wtedy uderzył mnie fakt, że bisfenol A jest w paragonach, z którymi miałam intensywny kontakt

Ciekawość samozwańczego badacza przerodziła się w taki zwykły, ludzki niepokój. Przed oczami stanęła mi wakacyjna praca na lodach i gofrach. Dzień w dzień przez dwa sezony letnie gofry i paragony. No i każdego dnia setki paragonów przechodziło przez moje ręce. A że tam, gdzie sprzedawaliśmy gofry, to te gofry były też smażone, to tłuszcz wisiał w powietrzu, po prostu skóra, palce… wszystko było wiecznie tłuste. A bisfenol A szybciej przenika do organizmu przez tłustą skórę.

Zaczęłam zastanawiać się nad tym i miałam pewne obawy co do mojego zdrowia w przyszłości. Byłam omc naukowcem, czyli o mało co, a naukowcy nie mogą wpadać w panikę tylko powinni racjonalnie analizować fakty. Stąd takie moje postanowienie: ograniczyć kontakt z bisfenolem A i dowiedzieć się więcej w temacie wpływu bisfenolu A na organizm.

Jak zaczęłam zmniejszać swoją ekspozycję

A że miałam w pamięci paragony, które przewinęły się przez moje palce, zdecydowałam, by zacząć od zwracania większej uwagi właśnie na paragony i wydruki. Zbierałam tylko te ważne, a resztę wyrzucałam do śmieci.

Zrezygnowałam też z plastikowych butelek i nalewania po raz piąty pół litra soku do butelki po wodzie. Zamiast tego kupiłam szklaną butelkę, która posłużyła mi przez kolejne 4 lata.

Przestałam też kupować tuńczyka w puszce. Jako dietetyk bardzo często po prostu dodawałam go do sałatek. I to były takie trzy proste czynności, które nie wymagały ode mnie dużego nakładu energii.

Zdobywanie wiedzy o bisfenolu A

Jednocześnie sama szukałam informacji w Internecie i w publikacjach naukowych, bo chciałam wiedzieć, czy i jaki wpływ ma bisfenol A na zdrowie człowieka.

Myślałam o tych moich niewielkich zmianach. Miałam nadzieję, że to, co robię ma w ogóle sens, i że jest dobre dla mojego zdrowia, choć cały czas była to tylko nadzieja, bo nie miałam takich namacalnych dowodów.

W kolejnym semestrze, na zajęciach z endokrynologii, mieliśmy wykład o budowie hormonów płciowych.
I wtedy zaczęłam łączyć kropki, bo w końcu byłam tylko studentką, a nie szalonym naukowcem, więc nie trafił mnie żaden piorun olśnienia. A te kropki połączyły mi się tak:

W plastiku są związki, które mogą wpływać na pracę hormonów, bo mają podobną do hormonów budowę. Ich naukowa nazwa to związki endokrynnie czynne.
Do tych związków należy też bisfenol A, który również udaje nasze hormony.

Wróćmy teraz do rybek, które po awarii miały kontakt z dużą ilością bisfenolu A. W dużym uproszczeniu, rybki stały się żeńskie bo bisfenol A wpłynął na ich hormony płciowe.

My ludzie też mamy takie hormony, zarówno kobiety jak i mężczyźni. A więc obecny m.in. w plastiku bisfenol A może negatywnie wpływać na działanie naszych hormonów, a w efekcie na nasze zdrowie.

Podczas tego wykładu zrodziło się w mojej głowie takie pytanie: „No więc jak właściwie bisfenol A działa na organizm człowieka?”

Po zajęciach podeszłam do prowadzącej, dr Oli Rutkowskiej i zaczęłyśmy rozmawiać najpierw o zaburzeniach hormonalnych u kobiet, później o szkodliwych związkach. I okazało się, od słowa, do słowa, że obie nas interesuje temat bisfenolu A.

„Potrzeba więcej badań

Czytałam więc jeszcze więcej prac naukowych, a wtedy, w 2013 roku, wiele badań kończyło się zdaniem: i żyli długo i szczęśliwie”. No nie, nie takim. Kończyło się zdaniem: nadal potrzeba więcej badań, a wpływ bisfenolu A na organizm nie jest do końca poznany”

Zastanawiałam się, czy to w takim razie naprawdę istotny problem, skoro nie ma jeszcze wystarczających badań, no a potem naszła mnie taka szalona myśl: a może sama bym takie badania przeprowadziła”.

I wspólnie z prowadzącą zajęcia z endokrynologii zaprojektowałam badanie. Wiedząc że bisfenol A jest w puszkach, postanowiłyśmy sprawdzić, czy jedzenie żywności puszkowanej faktycznie zwiększa stężenie bisfenolu A w organizmie. Okazało się, że tak. Na szczęście jak się przestanie jeść jedzenie z puszki, to bisfenol A znowu zmaleje (kliknij by przeczytać opublikowane wyniki badania).

Plastik jest wszędzie – co z tym począć?

Miałam więc naukowo potwierdzone dowody, że warto unikać żywności puszkowanej. Zaczęłam też przekonywać moich bliskich, by puszki zamieniali na słoiki i na kartoniki, a jeśli można, to po prostu kupowali świeże lub suszone produkty.

Im więcej czytałam o źródłach bisfenolu A i innych związkach endokrynnie czynnych, tym bardziej dopadała mnie frustracja i bezsilność. Miałam wrażenie, że staram się zrezygnować z plastiku, a i tak zdarzają się sytuacje, że po prostu musiałam z tego plastiku korzystać. 

Starałam się zachować spokój, ale nie było to łatwe. Może kojarzycie taką sytuację, gdy np. chcemy kupić nowe buty do biegania, to nagle wszędzie widzimy biegaczy.  Ja wszędzie wokół widziałam plastik. Ale też z czasem zaczęłam o plastiku myśleć nieco inaczej, inaczej na niego patrzeć. Już nie tylko jako śmieci, ale też coś, co wpływa na zdrowie moje i innych.

Zmiany zaczęłam od siebie

Wiedziałam już, że jeśli zdecyduję się jeść z plastikowych opakowań, zwłaszcza te gorące posiłki, to spożyję też związki, które mogą mi zaszkodzić. I gdy widziałam ludzi chuchających na swoje gorące dania z plastikowych pudełek i obgryzających plastikowe widelce, to serio, dreszcz przechodził mi po karku.

Żeby szewc bez butów nie chodził, postanowiłam zacząć od siebie i pozbyć się niepotrzebnego plastiku z domu.

Nałożyło się to z przeprowadzką, i wtedy tak naprawdę po raz pierwszy zorientowałam się ile ja mam gratów. Wyrzuciłam zbędne plastiki, zwłaszcza te uszkodzone bądź porysowane. Bo tu Wam powiem jeszcze jedną informację na temat plastiku: im bardziej naruszona struktura plastikowych rzeczy, tym większe ryzyko migracji szkodliwych związków. Stara plastikowa miska, deska do krojenia z setką cięć niczym blizny po walce o ładnie pokrojonego pomidora i plastikowy durszlak – nic z tych rzeczy nie wprowadziło się ze mną do nowego mieszkania.

Co zrobić żeby zmniejszyć narażenie, a przy tym nie zwariować?

Ponieważ durszlak trafił na śmietnik, to kupiłam stalowe sitko, którym i przesieję mąkę na pizzę, i odcedzę makaron, i wysuszę warzywa, żeby nie było tak całkiem węglowodanowo. Mniej plastiku i jeden przedmiot o wielu zastosowaniach.

I w ogóle jak kupowałam nowe rzeczy, to najpierw zastanawiałam się czy tego właściwie potrzebuję, albo czy mogę zmniejszyć ilość przedmiotów. Stopniowo i bez żalu żegnałam się z plastikiem, a wybierałam wspomnianą wcześniej stal, a także ceramikę, drewno i szkło. Odważyłam się nawet kupić szklaną wyciskarkę do cytrusów, choć obawiałam się, że szkło mi się szybko pobije. Nie pobiła się i była całkiem okej, ale sok cytrynowy ciągle był ultrakwaśny.

To były takie niewielkie zmiany, które pokazały mi się, że da się mieć o wiele mniej plastiku w kuchni. Ale wyjdźmy już z kuchni i wróćmy z powrotem na uczelnię.

Mam wiedzę i nie zawaham się nią dzielić

Bo zaraz po skończeniu magisterki z dietetyki zaczęłam doktorat i prowadziłam dalsze badania na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Miałam wiedzę o szkodliwych związkach i bardzo chciałam ją przekazać innym. Dlatego postawiłam sobie za cel zwiększyć świadomość na ten temat wśród społeczeństwa.

Pamiętajmy, że to nie były czasy turboszybkiego Internetu i Insta relacji. Było zatem o wiele trudniej przekazywać informacje, ale razem z dr Rutkowską oprócz prowadzenia badań postanowiłyśmy dzielić się wiedzą na Facebooku, założyłyśmy więc profil który obecnie nosi nazwę “Bądź Detoxed, bądź zdrowy” i tam pisałyśmy o związkach endokrynnie czynnych – gdzie są i jak możemy ograniczać kontakt z nimi w codziennym życiu.

Co sądzą naukowcy, a co osoby spoza świata nauki?

Czułam motywację, taki wiatr dmuchający w żagle, ale nie za zimny. Miałam poczucie, że robię coś ważnego i potrzebnego. Publikowałam wyniki moich badań oraz prezentowałam je na wielu europejskich konferencjach dla endokrynologów. Miałam więc kontakt z wieloma młodymi naukowcami, podobnie jak ja zafascynowanymi dość nowym zjawiskiem związków, które wpływają na nasze hormony. Wniosek z tych konferencji był jeden – problem narażenia na szkodliwe związki jest powszechny, a chorób i zaburzeń hormonalnych na pęczki.

Wspólnie z dr Rutkowską byłyśmy regularnie zapraszane, by prowadzić wykłady i by opowiadać o szkodliwych związkach i plastiku. Mówiłyśmy do osób w każdym wieku – od dzieci, przez młodzież i studentów, po seniorów z uniwersytetu trzeciego wieku. Cieszyłam się, że docieramy z wiedzą do większej liczby osób. Opowiadałyśmy o powszechności związków, o ich negatywnym wpływie ludzi i na środowisko, a także o sposobach na ograniczanie plastiku.

No i tu zaczęły się schody

Bo wielu naszych odbiorców niezwiązanych z nauką odczuwało bezradność i zagubienie w natłoku informacji, które docierały do nich z różnych źródeł. Dostrzegali problem obecności plastiku jako śmieci, głównie ze względu na rosnące ceny wywozu odpadów, ale problem narażenia na szkodliwe związki wydawał im się zbyt odległy.

Tu warto zaznaczyć, że te związki, czyli związki endokrynnie czynne, to nie substancje toksyczne, które np. poparzą nam skórę. Też nie takie, po których następnego dnia obudzimy się z kacem. To substancje, które są kroplami drążącymi skałę, a efekty ich działania możemy zobaczyć po kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu latach

Niektórzy uczestnicy spotkań mówili, że ich zdaniem jeśli coś jest dopuszczone do sprzedaży, to na pewno jest bezpieczne. Nasi odbiorcy byli też sceptyczni co do liczby zmian do wprowadzenia w swoim życiu, widzieli to jako kolejne wydatki, opowiadali nam, że nie mają czasu na takie rzeczy. Przede wszystkim jednak wątpili w to, czy to naprawdę ważne i czy są w stanie coś zmienić, jeśli plastik i szkodliwe związki otaczają nas na co dzień.

Moje wątpliwości

I powiem Wam, że we mnie też zaczęły się pojawiać pewne wątpliwości. Taka niepewność, czy proponowane przez nas sposoby ograniczenia kontaktu z plastikiem faktycznie okażą się wystarczająco skuteczne i czy inni ludzie będą chcieli wprowadzić pewne zmiany.

W dodatku czułam się jak joykiller, ktoś, kto psuje zabawę, bo moje teorie nie wpisywały się w trendy tanich, miłych dla oka rzeczy.

Plastik jest, nie muszę go całkowicie eliminować

Na początku bałam się, że będzie mi to podcinać skrzydła. Że nie będę potrafiła dzielić się wiedzą, jeśli pojawiają się pewne wątpliwości. Natomiast to dzięki tym wątpliwościom zrozumiałam, że nie ma możliwości całkowitego wyeliminowania plastiku. I właśnie dzięki temu zmieniłam swoje nastawienie z „zero litości dla plastiku” na „tworzywa sztuczne są nam czasami potrzebne i warto je zaakceptować”.

Bo wyobraźmy sobie np. szpital funkcjonujący bez plastiku i bez tworzyw sztucznych – miejsce, gdzie tak naprawdę higiena musi być na najwyższym poziomie. Albo np. odzież ochronną czy elektronikę, no nie ma bata, są po prostu miejsca, gdzie musi być ten plastik.

Nie wszędzie można wyeliminować, nie wszędzie trzeba, ale warto zmniejszać ilość otaczających nas tworzyw sztucznych. Warto to zrobić spokojnie, metodą małych kroków i zmniejszać ilość plastiku czy puszek wokół siebie, a tym samym zmniejszać swoje narażenie na szkodliwe substancje.

Zrozumiałam, też, że najlepszy przykład dam opowiadając o zmianach, które ja sama wprowadziłam.

Wiedza wychodzi do ludzi

I po tych niekoniecznie wiosennych porządkach w mojej głowie, ja dalej robiłam swoje. W domowym zaciszu rezygnowałam z plastiku, a o moich działaniach pisałam na Fb czy opowiadałam uczestnikom wykładów.

Następna przyszła duża satysfakcja, bo tematem plastiku i szkodliwych związków zaczęły się interesować media, a nawet mnie zaczęły pytać, o te szkodliwe związki i o plastiki. W ostatnich latach wypowiadałam się jako ekspert m.in. dla TVN, TVN 24 i Women’s Health. W ogóle jakby mi ktoś o tym powiedział o tym jeszcze przed tą pierwszą prezentacją o bisfenolu A na toksykologii, to bym pomyślała, że szybciej wystąpię w Tańcu z Gwiazdami ewentualnie w Śmiechu Warte. A tu proszę, media chcą moim głosem informować społeczeństwo o ważnym, choć nie zawsze widzialnym problemie wszechobecnego plastiku.

Co najważniejsze, dzięki temu coraz więcej osób dowiaduje się o szkodliwych substancjach, a także o tym, że jesteśmy w stanie coś zrobić, by zmniejszyć swoje narażenie.

Zwiększa się też świadomość o mikroplastiku obecnym w organizmach ryb, które później spożywamy i przede wszystkim, o tym, jak działać, by ograniczyć plastik w codziennym życiu.

Podsumowanie

Domyślam się, że wiele osób chciałoby przeprowadzić pewne zmiany, ale być może ma mieszane uczucia, czy warto:

Jeśli słyszeliście taką opinię, że zamienianie plastikowych przedmiotów na ich zdrowsze odpowiedniki jest drogie, to powiem Wam, że:

  • fakt, czasem mogą być nieco droższe. Ale nieplastikowe produkty są zwykle lepszej jakości, trwalsze, więc rzadziej musimy kupować nowe. Kurier odwiedzi nas rzadziej, ale mniej wydamy pieniędzy i będziemy zdrowsi,
  • też nie trzeba od razu kupować wypasionej butelki, można wykorzystać szklane butelki, które mamy w domu np. po pomidorowej passacie,
  • to może być oszczędność, bo nie musimy kupować wody albo kawy, jeżeli mamy ją ze sobą w swojej butelce lub termosie.

Być może obiło Wam się też o uszy, że życie z mniejszą ilością plastiku jest uciążliwe, bo gdy rezygnujemy z plastiku, to np. mamy więcej do dźwigania:

  • znowu zacznę od faktu – szklane opakowania są cięższe, to fakt. Jednak możemy wybrać inne, lekkie materiały, niekoniecznie plastik ale np. stal nierdzewną lub silikon,
  • a tak w ogóle te zmiany nie muszą być czasochłonne ani uciążliwe. Nie musimy być Magdą Gessler i możemy zacząć od niewielkich zmian, a niekoniecznie wprowadzać domowe rewolucje.

I na koniec, jeśli obawiacie się, czy zmniejszenie kontaktu z plastikiem ma sens…

  • to teraz powiem Wam coś jako naukowiec i doktor nauk o zdrowiu. Nie ma wątpliwości, że jeśli ograniczymy kontakt ze szkodliwymi substancjami, które są zawarte m.in. w plastiku, to w efekcie zwiększymy naszą szansę by uniknąć pewnych chorób w przyszłości,
  • ale też nie musimy czekać na pozytywne efekty tak długo – kilkanaście, kilkadziesiąt lat, bo jest duża szansa, że dość szybko niczym mały głód dopadnie Cię uczucie satysfakcji. Satysfakcji, że robisz coś dobrego dla siebie i dla swojej rodziny.

I tym nieco patetycznym akcentem kończymy trzynasty odcinek podcastu „Mówię jak zdrowo”. Ja już schodzę na ziemię, idę sobie zaparzyć herbatę, a Tobie droga słuchaczko i drogi słuchaczu, wielkie dzięki za wysłuchanie tego odcinka do samiutkiego końca. Słyszymy się za dwa tygodnie. Hej då!

Link do wyników moich badań: https://www.mp.pl/paim/issue/article/4005

Link do „Bądź Detoxed. Bądź zdrowy”: https://www.facebook.com/detoxedlifestyle

Wykorzystujemy pliki cookies, które są niezbędne dla prawidłowego działania strony. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookies w Twojej przeglądarce Zamknij